środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 5

Gdy wyszłam z domu nie wiedziałam dokąd pójdę, ale ostatecznie znalazłam się w klubie nocnym.
Postanowiłam, że nachleję się tak, żeby nic nie pamiętać.
Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka.
Potem kolejnego.
I jeszcze jednego.
Tym sposobem dobiłam do 6 drinków i 4 piw.
- Hej - usłyszałam nad sobą czyjś głos.
Spojrzałam do góry i wiedziałam, że znam tego kolesia, ale za Chiny nie mogłam sobie przypomnieć skąd.
- Można? - zapytał, a ja w odpowiedzi wzruszyłam ramionami i zamówiłam kolejnego drinka.
Chłopak usiadł obok mnie.
- Co sprowadza tutaj tak śliczną dziewczynę? - zapytał uśmiechnięty.
- Coś co tak ślicznego chłopaka jak ty nie powinno interesować - odburknęłam
Chłopak uśmiechnął się tylko.
- Jestem Kim Jongin, ale znajomi mówią mi Kai. A ty?
- Kim Yumiko, Yumi.
- Ładnie.
- Zwyczajnie.
- Chyba humor nie dopisuje?
- Może. Z resztą nie twoja sprawa - powiedziałam i sięgnęłam po drinka, ale czyjaś ręka mnie powstrzymała.
Spojrzałam na chłopaka, który trzymał mnie za rękę.
- A może ju wystarczy?
- To chyba ja powinnam o tym zadecydować.
- Marnujesz się.
- Chcę zapomnieć.
- O czym?
- O tym przez co dzisiaj przeszłam. Nie musisz znać szczegółów.
- Dobra, nie musisz nic więcej mówić jak nie chcesz. To chociaż... zawiozę cię do domu.
- Nie mam domu.
- Jak to nie masz?
- W pewnym sensie... nie chcę tam wracać. Przynajmniej na razie.
- To co? Masz zamiar się upić i spędzić całą noc?
- A czemu nie?
Kai zacisnął mocniej dłoń na moim nadgarstku. Spojrzałam mu prosto w oczy i już wiedziałam skąd go znam. W końcu dałam za wygraną i cofnęłam dłoń. Po jakiejś dłuższej chwili milczenia chłopak odezwał się.
- Chodź zawiozę cię do domu.
- Mówiłam ci, że nie chcę wracać do domu. Nie teraz.
- To...
- To co?
- To może do jakiegoś hotelu albo coś...
- Rób co chcesz. Byle nie do domu.
Kai pokręcił głową i pomógł mi wstać.
W pierwszym momencie w ogóle nie czułam nóg, ale po chwili stanęłam "normalnie".
Kai zaprowadził mnie do samochodu.
-Gdzie cię zawieźć? - zapytał po chwili milczenia.
- Nie wiem. Ja cię nie prosiłam żebyś mnie gdziekolwiek zawoził - parsknęłam.
Chłopak zamilczał. Kilka razy otwierał a potem zamykał usta, ale ostatecznie zadał pytanie.
- Może...pojedziemy do mnie?
Wzruszyłam tylko ramionami. On uznał to za odpowiedź. Z resztą co innego mógł zrobić? No tak w sumie mógł zostawić mnie w klubie i pojechać do siebie. Po co w ogóle zawracał mną sobie głowę?
Kilkanaście minut jechaliśmy w ciszy.
Nagle zadzwonił mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: Amy.
Rzuciłam komórką na tył samochodu. Kai zerknął na mnie.
- Przyjaciółka - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Wiedziałam, że chciał zapytać kto dzwonił.
- Może powinnaś odebrać? Pewnie się o ciebie martwi.
- Phi. Martwi, dobre. Pewnie nabija się ze mnie razem z tym idiotą.
Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Też mi coś. Ja i on, dobre. Hahaha... Pewnie nie chcesz tego słuchać.
- Jeżeli poczujesz się z tym lepiej... mów śmiało. Chętnie cię wysłucham.
Już go nie słuchałam. Chciałam to z siebie wyrzucić.
- Wszystko przez tego Kurczakożercę! W takim nieodpowiednim momencie wszedł do pokoju i głupoty gadał... nie, nie, nie. Nie jestem z tym szorstkim debilem i nigdy nie będę!
Kai przyglądał mi się uważnie.
Wzdychnęłam ciężko i oparłam głowę o szybę.
Po kolejnych kilkunastu minutach wreszcie dojechaliśmy do domu chłopaka. Nie mogłam iść o własnych siłach. Czułam się jakbym co dopiero zeszła z porządnej karuzeli. Nawet przez sekundę nie ustałam prosto. Kai wziął mnie na barana, a ja przytulona do niego-zasnęłam.
Gdy rano obudziłam się nie wiedziałam gdzie jestem i jak się tu znalazłam. Ogarnęłam tylko tyle, że to nie jest mój i Amy pokój. Wyszłam i skierowałam się do innej części domu. W salonie siedziało 4 chłopaków a w kuchni jeszcze jeden. Otworzyłam usta ze zdumienia, ale po chwili je zamknęłam. Jak ja się tu znalazłam?
- Dzień dobry, śpiochu - usłyszałam czyjś głos i poczułam ciepły oddech na karku. Czyjeś ręce złapały mnie w talii.
Odwróciłam głowę żeby spojrzeć na tego który mnie trzymał. Otworzyłam szeroko oczy i nic nie mogłam z siebie wydusić.
- Coś taka zdziwiona? - zapytał uśmiechnięty Kai - Wczoraj jakoś nie byłaś tak zaskoczona.
- W-wczoraj? - zapytałam zduszonym głosem.
- Chodź się napijesz - chłopak zaciągnął mnie do kuchni. Po chwili podał mi sok ze świeżo wyciśniętych pomidorów.
- Fuu ... - skrzywiłam się - Myślisz, że to wypiję?
- Na kaca soki pomagają - uśmiechnął się.
Spojrzałam na szklankę z czerwonym płynem. Obrzydlistwo.
- Mam pytanie.. - zaczęłam
- Śmiało.
- Jak się tu znalazłam?
- Nie pamiętasz?
- Nie.
- W sumie... jakoś mnie to nie dziwi - zaśmiał się.
- Powiesz mi czy nie? - traciłam już panowanie nad sobą.
- To tak: spotkałem cię w klubie, nie chciałaś mi powiedzieć gdzie mieszkasz bo rzekomo "chciałaś zapomnieć i na razie tam nie wracać" , a więc przywiozłem cię tutaj. Nawet na nogach ustać nie mogłaś to wziąłem cię na barana. A że zasnęłaś to zaniosłem i położyłem cię na moim łóżku.
- Czekaj, czekaj... na TWOIM łóżku?
- No.. tak.
Zrobiłam wielkie oczy, a ten tylko spojrzał na mnie pytająco.
- Czy... czy między nami do czegoś doszło? - wycedziłam.
- Co? Chcesz wiedzieć czy ty i ja raze-
- TAK! - pośpiesznie pokiwałam głową.
- Nie. Nic z tych rzeczy - uśmiechnął się chłopak.
Spuściłam głowę i wzięłam do ręki szklankę z sokiem. Jednym łykiem wszystko wypiłam. Myślałam, że będzie gorsze.
- Chyba nie było takie złe? - zapytał zabierając szklankę - Chcesz jeszcze?
- Nie, dzięki - rzekłam i odgarnęłam włosy z czoła.          
- Nie wiem o kim wczoraj mówiłaś, ale byłaś nieźle wkurzona - zaśmiał się pod nosem.
- CO?! Co ci wczoraj mówiłam?! - podeszłam do chłopaka i złapałam go za kołnierz koszulki. Przystawiłam się do niego na tyle blisko, że aż za blisko.
Chłopak uśmiechnął się delikatnie.
- Tylko mi się wyżaliłaś - szepnął
Puściłam go i odsunęłam się od niego.
-Ja.. chyba nie powinnam ci nic mówić.-wybąkałam
-Nie martw się. Nikt się nie dowie o tym co mi powiedziałaś. Jeżeli tylko chcesz żebym siedział cicho to mów.
- Dziękuję - wyszeptałam
- Ej, Jongin! Grasz z nami?
Spojrzeliśmy w stronę salonu. Kaia wołał Suho.
- Tak, zaraz do was dołączę - odpowiedział mu chłopak - Chcesz grać z nami? - dodał zwracając się do mnie.
- Nie. Chcę wrócić do... do domu.
- Jasne. Nie ma problemu. Zawiozę cię.
Zebrałam się i rzuciłam na odchodnym podziękowanie do reszty EXO, że pozwolili mi tu przenocować. Ukłoniłam się i skierowałam do samochodu Kaia.
Usiadłam na przednim siedzeniu i sięgnęłam po mój telefon który leżał z tyłu (widziałam jego odbicie w lusterku) .
Spojrzałam na ekran: 42 nieodebrane połączenia, 23 wiadomości. Amy chyba się martwiłam Trudno. Obejdzie się. Schowałam telefon do kieszeni i złapałam się za głowę. Teraz to mnie naprawdę rozbolała
Jongin podał mi jakieś tabletki przeciwbólowe po czym odpalił auto. Podałam mu adres i ruszyliśmy. Całą drogę spędziliśmy w ciszy. Gdy samochód wreszcie stanął, chłopak spojrzał na mnie pytająco.
- Co? - zapytałam i zerknęłam na niego spod grzywki.
- Przecież to dom chłopaków z SHINee.
- Wiem.
- Mieszkasz tutaj?
- Tak. Razem z przyjaciółką.
- Dlaczego?
- Ponieważ....jesteśmy ich opiekunkami.
Kai zaśmiał się.
- Poważnie? Opiekunki?
- Coś ci się nie podoba? - zapytałam mniej przyjaznym głosem.
- Przepraszam. Tylko ... strasznie mnie to zdziwiło. A co z ich managerem?
- Wziął nogi za pas.
- Czyli zrobił sobie od nich upragnione wakacje.
- Upragnione?
- Nieważne.
Wyszłam z wozu i jeszcze przez chwilę rozmawiałam z chłopakiem.
- Hę? Patrzcie to Jongin - powiedział TaeMin stojąc w oknie i patrząc na nas.
- No i? Niech se będzie - parsknął Key - Co mnie on ob-
- Ale on jest z Yumi.. - dokończył spokojnie Onew.
Jonghyun, Minho i Hye Jae spokojnie podeszli do okna, natomiast Key zerwał się jak oparzony i szybko tam podbiegł.
- Co? Ona z nim...?! - chłopak wydawał się być oburzonym. Chciał wyjść z domu, ale JJong go zatrzymał.
- Stój! - warknął.
Kai odprowadził mnie pod same drzwi i zadzwonił dzwonkiem. Key wyrwał się Jonghyunowi i skoczył do drzwi jak oparzony.
- Cześć, Kibum. Znalazłem waszą zgubę - uśmiechnął się Kai.
- Doprawdy? Miło, że przywiozłeś ją całą i zdrową - powiedział przez zaciśnięte zęby chłopak.
Już chciał zrobić coś głupiego, ale TaeMin i Amy mu na to nie pozwolili.
- Tu głupolu! - dziewczyna rzuciła mi się na szyję i mocno przytuliła, a po chwili uderzyła równie mocno jak przytuliła. Aż się zgięłam w pół. - Wiesz jak się martwiliśmy?!
Pokręciłam tylko głową ze sztucznym uśmiechem na ustach.
- Wejdziesz? - zapytał TaeMin szybko, a Kai zaprzeczył.
- Nie, dziękuję. Obiecałem chłopakom, że z nimi zagram. Muszę już lecieć - uśmiechnął się po czym zwrócił się do mnie - Miło było cię poznać. W razie czego jesteśmy w kontakcie - dodał i cmoknął mnie w policzek wsuwając jednocześnie mi jakąś karteczkę do kieszeni.
Jonghyun trzymał Key za ręce. Jeszcze zrobiłby coś czego potem by żałował.
Gdy wreszcie zamknęłam drzwi frontowe wszyscy zaczęli na mnie krzyczeć i wygłaszać swoje tezy.
- Wiecie co? Później pozarzucacie mi jaka to ja jestem "zła i niedobra". Głowa mi pęka. Idę się położyć - po tych słowach udałam się do swojego pokoju.
Key zmierzył mnie morderczym wzrokiem i poszedł za mną.
Czuła, że coś się szykuje, ale nie wiedziałam co mnie czeka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz