środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 1

- I co? Znalazłaś coś?  -zapytałam i podniosłam szklankę z podłogi.
Amy pokręciła przecząco głową i wróciła do szukania czegoś w internecie.
Byłam załamana. Jeżeli do końca tygodnia nie zapłacimy za pobyt w hotelu wywalą nas na zbity pysk.
Po dłuższej chwili Hye Jae zawołała mnie w końcu.
- Hej, Yumi! Znalazłam coś!
- Co? Co to takiego?
- Posłuchaj: "Poszukiwana opiekunka do 5 młodych ludzi. Bardzo pilne" . Poniżej jest adres i numer telefonu.
- Opiekunka? Chcesz żebyśmy niańczyły bachory? I to aż 5?-zapytałam z ciekawością.
- Teraz każda praca się przyda. Nawet tak.
- No dobra... to dzwonimy?
- Jasne.
Przyjaciółka chwyciła telefon i wystukała podany numer.
- Nikt nie odbiera - powiedziała po chwil.
- Spróbuj jeszcze raz - zachęciłam ją.
Amy znowu zadzwoniła, ale i tym razem nikt nie odebrał.
- Co teraz? - zapytał.
- Chyba jesteśmy zmuszone się tam przejść - odpowiedziałam bez wyraz.
- A chce mi się?
- A chce ci się mieszkać po mostem czy wolisz wrócić do Polski?
Na te słowa Amy szybko podniosła się z miejsca i ubrała.
Po chwili wyszłyśmy z hotelu i skierowałyśmy się pod podany adres.
Gdy wreszcie dotarłyśmy na miejsce Amy zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Czekałyśmy tak kilka minut aż wreszcie otworzył nam zdezorientowany mężczyzna.
- Dzień dobry. My w sprawie pracy - powiedziałam
- Tak, tak. Zaczynajcie od ... teraz. Przyślijcie mi na maila wasz numer konta to pieniądze wpłacę jeszcze dzisiaj  -rzekł pośpiesznie i podał mi swoją wizytówkę i klucze od mieszkania - Życzę wam... powodzenia - dodał pośpiesznie i razem z dwoma torbami wybiegł z domu.
Spojrzałyśmy na siebie z Amy po czym weszłyśmy do domu i skierowałyśmy swoje kroki do salonu.
Stanęłyśmy w progu jak wryte.
Amy ścisnęła mnie mocno za rękę.
-To nie sen, prawda? A jak sen to dopilnuj żebym się już nigdy nie obudziła.
Nie. To nie był sen. Miałyśmy zostać opiekunkami SHINee (a więc to ich manager się ulotnił? Co za człowiek...) .
W domu panowała wrzawa jak za 10 albo i nawet więcej osób.
Onew ganiał po kuchni za Jonghyunem i darł się, że mu nie wybaczy, że ten zjadł jego kurczaki. Key zdzierał gardło na Minho, że ma ubrać koszulkę bo go wkurza to, że on jej nie nosi. A TaeMin... on skakał po kanapie i krzyczał, że chce mleko.
Oni byli gorsi niż piątka zwyczajnych bachorów.
Hye Jae stała bez ruchu wpatrzona w klatę swojego oppy. Nie było mowy o tym żeby teraz mi pomogła.
Poszłam do kuchni i wzięłam pierwszą lepszą (czystą) szklankę i wlałam do niej resztę bananowego mleka i zaniosłam je TaeMinowi.
Ten szybko grzecznie usiadł i jak małe dziecko wypijał to co ma w szklance i gapił się w telewizor.
Dobra, jednego miałam z głowy.
- Zabiję! To były MOJE kurczaki! - usłyszałam Onew i spojrzałam w jego stronę.
JJong tylko się zaśmiał.
- Mmm... ale jakie one był dobre!
To wkurzyło Onew jeszcze bardziej i chłopak już nie biegał na około tylko przebiegł po blacie i złapał Jonghyuna i przystawił mu widelec.
- Wydłubię ci oczy!-zaśmiał się szyderczo.
W ostatniej chwili zjawiłam się w kuchni i chwyciłam pierwszą rzecz z brzegu (była to drewniana łyżka) i walnęłam w Onew z taką siłą, że łyżkapękła.
-Auuu! - zaszlochał Onew i złapał się za głowę - To bolało!
Wyrwałam mu widelec i pogroziłam nim:
-Na kanapę.. obydwoje!
JJong i lider posłusznie poszli usiąść.
Zostali tylko jeszcze Key i Minho.
- Załóż wreszcie tę koszulkę! - wydarł się Key
- A co? Zazdrościsz mi klaty i nie możesz na to patrzeć ... jak mi przykr. - Minho udał, że jest mu smutno po czym zaśmiał się
Key zaczął wyklinać i wyzywać Minho.
Idąc w ich stronę wzięłam jakieś coś (to chyba kiedyś był koc... tak mi się zdawało) i rzuciłam tym w Minho.
On spojrzał na mnie pytająco.
- Przykryj się tym - zażądałam i pokazałam mu fotel  -  I siadaj - dodałam po czym spojrzałam na Key.
Ten wiedział o co chodzi i usiadł na drugim fotelu.
Na reszcie byli jakoś ogarnięci.
Spojrzeli na mnie i nic się nie odezwali.
Po kilku sekundach Minho przykrył się kocem i Amy też się ogarnęła i dołączyła do mnie.
Wreszcie Key oprzytomniał:
- Kim..jesteście?
- My... waszymi ... opiekunkami. -  wydukałam w końcu
- Opiekunkami? Ale po co? Nasz manager sobie radził z nami bez problemu - oburzył się Key i skrzyżował ręce na piersiach
- Wasz manager dał nam klucze i wziął nogi za pas - powiedziała stanowczym głosem Amy.
Po minie Key widziałam, że nie jest zbyt zadowolony.
To miał być ciężki dzień, ale miałam nadzieję, że nie będzie tak źle .
Jednak się myliłam. To co ja i moja dongsaeng przeżywałyśmy z nimi to było coś... innego niż dotychczas...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz